|
|
|
||||
|
Przygody kota Mazgaja |
|
|
|
Odcinek 2. Pożegnanie z domem
Miałem zaledwie 3 miesiące, kiedy to się stało.
Jedyną moją przyjaciółką była mama, u której zawsze znajdowałem schronienie. Do dziś pamiętam ciepło i miękkość jej futerka, w które wtulałem się w chwilach trwogi. To ona uczyła mnie stawiać pierwsze kroki, myła codziennie swoim szorstkim językiem od czubka główki do końca ogonka, karmiła rozkosznym mlekiem, a później, kiedy już podrosłem, uczyła polować na myszy i wróble.
Byłem trochę zdziwiony brakiem godności mojej mamy, bo uważałem, że nie przystoi kotu ufać nieznajomym i pozwalać im się dotykać. Podsłuchałem kiedyś rozmowę moich kuzynów, którzy twierdzili, że ludzie są nieobliczalni i dlatego należy być zawsze ostrożnym w kontaktach z nimi. Nie było jednak czasu na dłuższe rozmyślania, bo musiałem skupić uwagę na kolejnych wydarzeniach. Z domu wyszła nasza Gospodyni, przywitała nieznajomych i zaprosiła ich do środka. Zauważyłem tylko, że Pani przyjezdna niosła pod pachą dużą bombonierkę. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale kiedy spojrzałem na mamę wylegującą się z przymróżonymi oczyma na schodach werandy, tak ufną i spokojną, nabrałem przekonania, że nic złego nie może się wydarzyć. Wyszedłem odprężony z zarośli i położyłem się obok niej. A jednak mój koci instynkt nie zawiódł mnie. Ta nieoczekiwana wizyta dwojga ludzi zmieniła całe moje życie. Już kiedy wychodzili z moją Gospodynią i Gospodarzem z domu miałem pewność, że oto kończy się moje słodkie dzieciństwo. Przywarłem mocno do brzucha mamy, ale ona, o dziwo, odsunęła się ode mnie. Niesłychane! Poczułem się słaby i opuszczony. Gospodyni bez trudu podniosła mnie i pogłaskała, po czym przekazała w ręce tej Pani. Byłem tak zdruzgotany, że nie miałem siły się bronić. Spojrzałem z wyrzutem na moich Gospodarzy, którzy coś do mnie mówili, ale ja miałem taki zamęt w głowie, że nie rozumiałem ani słowa. Zrozpaczony rozglądałem się nerwowo, szukając mamy, ale nigdzie jej nie było. Dzisiaj wiem, że wówczas chciała mi ułatwić rozstanie i celowo ukryła się gdzieś na drzewie. Przywarłem mocno do mojej nowej właścicielki i pozwoliłem zanieść się do samochodu. Nigdy przedtem nie jeździłem autem, poczułem więc ogromny strach. Czy nie za dużo przykrości w jednym dniu?
Powoli oddalaliśmy się od znajomych zabudowań, lasów i łąk. Zrezygnowany ułożyłem się wygodniej na kolanach Pani i próbowałem zasnąć. Nie było to jednak łatwe. Samochód hałasował i podskakiwał na wybojach. Mdliło mnie od nieprzyjemnego zapachu benzyny. Na zakrętach kręciło mi się w głowie, a świst mijających nas pojazdów przypominał chlust wylewanej z wiadra wody, co przyprawiało mnie o dreszcze. Tak jechaliśmy i jechaliśmy, a ja czułem smutek i żal oraz strach przed nieznanym. Najbardziej bolało, że zostałem sprzedany za pudełko zwykłych czekoladek. Tyle byłem wart dla ludzi, których tak mocno kochałem. Tego dnia przestałem się dziwić, że koty traktują ludzi z dystansem. To była ważna lekcja kociego życia. Aha, i jeszcze jedno. Od tamtej pory nie znoszę czekoladek.
|
||
|
|
||