|
|
|
||||
|
Przygody kota Mazgaja |
|
|
|
Odcinek 26. Kot przemówił
Od kilku lat w wigilię Bożego Narodzenia powtarza się ta sama historia. Żądają, abym przemówił ludzkim głosem. Przymilają się, obiecują rybkę na kolację, drapią za uchem. Podczas wieczerzy wigilijnej zapominają o mnie, ale gdy tylko ostatni goście zamkną za sobą drzwi, znów jestem w centrum uwagi. Nagabywaniom nie ma końca. Czy oni nie mogą zrozumieć, że nie chcę im robić przykrości? Bo właściwie cóż miłego mógłbym im powiedzieć? Za co mam być wdzięczny? Przecież jestem ICH kotem, znalazłem się w tym domu tylko dlatego, że zapragnęli mieć coś żywego i puszystego.
- Dobry wieczór Mazgajku. Zdumiony wpatrywałem się w przybysza i zastanawiałem się, skąd zna moje imię, jak tu wszedł i jakim cudem dziecko w tym wieku mówi. Nie chcąc być posądzony o brak wychowania, miauknąłem przyjaźnie. Jakież było moje zdziwienie, gdy zamiast swojskiego miau, usłyszałem: - Dobry wieczór. To był mój głos! Chłopczyk nie wydawał się być zaskoczony. - Jak się nazywasz? - zapytałem. Słowa płynęły same i zaczynało mi się to podobać. - Dziecko - odpowiedział chłopczyk. - Widzę, że dziecko, ale jak masz na imię - nie rezygnowałem. - Mam na imię Dziecko. - No dobrze, Dziecko. A jak tu wszedłeś? Przecież drzwi są zamknięte na klucz. - Nie wiem. Po prostu wszedłem - odparł pogodnie chłopczyk. - A dlaczego przyszedłeś do mnie? - Bo jesteś sam, a w Wigilię nikt nie powinien być sam. Podobała mi się ta odpowiedź. - I odwiedzasz wszystkie samotne zwierzęta? - Samotnych i chorych ludzi i takież zwierzęta. Czy w tym domu są tacy oprócz ciebie?
- Nie wiem - wydusiłem. - Ale jak wrócą moi Państwo, to ich zapytam. - Oni cię nie usłyszą. - Dlaczego? Przecież ty mnie słyszysz. - Ja jestem dzieckiem ... Nie zrozumiałem, a lęk przed ośmieszeniem się hamował mnie przed zadawaniem pytań. Chłopczyk spoważniał i pogłaskał mnie po grzbiecie. - Czas na mnie Mazgajku, może jeszcze kiedyś cię odwiedzę. - Do widzenia Dziecko, szkoda, że już musisz iść - odparłem szczerze. Chłopczyk odwrócił się i wyszedł z pokoju. Pobiegłem za nim, ale w przedpokoju go nie było. W tym momencie usłyszałem zgrzyt klucza w zamku. Weszli moi opiekunowie. Jeszcze się nie otrząsnąłem po wizycie tajemniczego gościa i chyba pod wpływem silnych emocji uległem pokusie zademonstrowania nowych umiejętności. I znów szok. Zamiast słów z pyszczka wydobywa się nudne 'mrau'. Państwo są zadowoleni. - Słyszysz, jak nas wita - mówi Pan. - Kochane kocisko. A mi jest przykro, że są za dorośli, aby z nimi rozmawiać ludzkim głosem. Wystarcza im zwykłe 'mrau'.
|
||
|
|
||